poniedziałek, 21 marca 2016

Od Teraz. Na Zawsze. cz.2

Obudziłam się około 9.00. Przeciągnęłam się i weszłam do kuchni nastawić wodę na kawę. W czasie jej gotowania poszłam się ogarnąć i przebrać. Pijąc kawę spoglądałam przez okno na plac zabaw przy bloku. Bawiły się na nim dwie dziewczynki i trzech chłopców. Nagle jedna z dziewczynek spadła z karuzeli. Zaczęła płakać, a przy niej stanął jeden z chłopców i ją przytulił. Uznałam to za słodki i wypiłam ostatni łyk napoju. Zauważyłam, że przy bloku stoi samochód listonosza, więc postanowiłam sprawdzić swoją skrzynkę (formalności związane ze zmianą adresu również miałam już załatwione).
Zabrałam ze skrzynki listy i katalog ze sklepu odzieżowego. Przeglądając go szłam schodami do mieszkania. W pewnym momencie poczułam, że ktoś przechodzi obok. Przez przypadek osoba ta otarła się o mnie wytrącając mi gazetkę z ręki.
- Ojj... przepraszam - schylił się i podniósł katalog, po czym podniósł na mnie wzrok, a ja zobaczyłam te same czarne oczy co poprzedniego dnia. - Aa... to pani... jak idzie szukanie mieszkania?
- Dziękuję - powiedziałam biorąc od niego katalog. - Wszystko dobrze, znalazłam je - wydukałam. -I wygląda na to, że jesteśmy sąsiadami - dodałam.
- A więc wspaniale.. - uśmiechnął się, ale nie zdążył dokończyć. Przerwałam mu.
- Nie wiedział pan, że pan Laskiewicz sprzedaje mieszkanie? Jak można nie wiedzieć, że własny sąsiad się przeprowadza i sprzedaje lokum?
- Nie miałem pojęcia, przepraszam. Dawno z nim nie rozmawiałem... Nie licząc kilku słów po przyniesieniu mu poczty z dołu.
- Nic nie szkodzi...- odparłam nieco obojętnie.
- Może się poznamy? - spytał. - Jestem Adam.
- Wiktoria - odpowiedziałam podając mu rękę. Poczułam jak dotyka mojej dłoni - delikatnie, z szacunkiem i uprzejmie.
- Piękne imię pięknej dziewczyny. Dałaby się pani zaprosić na pizzę? A może kino?
- Proszę mi mówić po imieniu - zaśmiałam się.
- Zgoda. W takim razie, Wiki, czy poszłabyś ze mną do kina lub na pizzę? A może na małą wycieczkę po Szczecinie? Bo zdaje mi się nie jesteś stąd.
- Nie nie, ja z Rzeszowa...
- Z Rzeszowa? Kawał drogi. No to jak? Przejdziemy się gdzieś dziś wieczorem?
Miałam przytaknąć lecz w porę przypomniałam sobie o dziewczynie w mieszkaniu. Uśmiech zniknął mi z twarzy.
- Nie... przepraszam.
- Czy coś się stało?
- Nie. Po prostu mam inne plany.
- To może w inny dzień?
- Nie wiem. Może kiedyś. Muszę już iść, do zobaczenia.
- Cześć... - rzekł lekko rozczarowany.
Wchodząc do mieszkania nie wiedziałam czy przeważa we mnie złość, smutek czy wyrzuty sumienia. Ogarnęło mnie oburzenie - jak mógł mnie pytać o wspólny wypad, skoro miał już dziewczynę?! Oczywiście, że miałam ochotę gdzieś z nim pójść, ale nie zamierzam być wredną suką i odbijać tamtej chłopaka. To byłby szczyt wszystkiego!
Uznałam, że muszę się wyluzować i wyjść na świeże powietrze. Ledwie otworzyłam drzwi, zobaczyłam Adama wchodzącego na górę z kilkoma siatkami zakupów.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytał przystając.
- Tylko do sklepu - zmyśliłam zamykając mieszkanie na klucz.
- Aha... Przy każdym wyjściu tak zaryglowujesz drzwi? - zakpił nieco.
- Może. A tak właściwie czemu cię to interesuje?
- Tylko pytam... - mówił, gdy nagle otworzyły się drzwi do jego mieszkania. Stała w nich tamta blondyna.
- Gdzie ty łazisz tak długo. Mówiłam, że mascarpone jest mi strasznie potrzebny do tortu na wesele Majki - gadała.
- Ach , zapomniałbym. Wiki, to moja urocza siostra Iga - przedstawił ją z sarkastycznym wymówieniem słowa "urocza". - Iga, nasza nowa sąsiadka, Wiki.
- Miło mi - uśmiechnęła się. - Czyli jednak ktoś sprzedawał mieszkanie?
- Tak. Mi również miło - odparłam speszona.
- Wybacz, że tak go ganię na klatce, ale ten debil miał mi przynieść składniki na tort dla mojej przyjaciółki, a jest to dla mnie dość ważne. Okej, skoro już się poznałyśmy to pozwól, że się zabiorę za pieczenie bo nie zdążę do soboty - zabrała siatki od Adasia i weszła do środka.
- Trochę jest wybuchowa, ale się przyzwyczaisz - zaśmiał się chłopak. - Ale nie mieszka ze mną na co dzień. Teraz akurat przyjechała na miesiąc sprawdzić jak sobie radzę, a przy okazji ma stąd blisko do kumpeli.
- Fajnie... Tylko wiesz... ja muszę iść. Widzimy się potem, co? To znaczy...
-  Czyli zmieniłaś zdanie?
- Jeśli masz inne plany to zrozumiem...
- Chętnie z tobą wyjdę. Będę o szóstej - uśmiechnął się.
- Cieszę się - odwzajemniłam uśmiech i poczułam motyle w brzuchu.
Pożegnaliśmy się i weszliśmy do swoich mieszkań. Jak mogłam być taką idiotką?!!? To przecież była jego siostra! Ughh jestem beznadziejnie głupia! - myślałam, ale równocześnie poczułam się mile zaskoczona.
CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz