czwartek, 31 marca 2016

Od Teraz. Na Zawsze. cz.4

Odstawiliśmy Igę przy kamienicy, gdzie mieszkała jej przyjaciółka. Mieliśmy ją odebrać następnego dnia.
- Opłaca Ci się przyjeżdżać po nią jutro kolejny raz? - spytałam.
- Nie - odparł z tajemniczym uśmiechem. - Dlatego załatwiłem nam nocleg u kolegi ze studiów.
- Nam???
- Myślałaś, że zostawię Cię samą w Szczecinie? - zapytał kpiąco. - Zresztą podobno masz wolne do końca tygodnia. Tylko... do Mateusza możemy iść dopiero gdy skończy pracę, a to będzie około 19, nie przeszkadza Ci to, prawda? - złapał mnie za rękę.
- Nie - odpowiedziałam krótko czując motyle w brzuchu.
Długo chodziliśmy po mieście. Po pewnym czasie udaliśmy się na plażę, gdzie mogłam zdjąć moje sandały, których paski zaczęły mnie już uciskać w stopy. Spacerowaliśmy brzegiem morza, czując ciepły piasek pod stopami i chłodne wody Bałtyku, które o nie uderzały. Brzeg, w miejscu gdzie byliśmy, zupełnie się już wyludnił. Byliśmy sam na sam, a słońce zaczynało powoli zachodzić. Niebo zrobiło się różowe.
- Mówiłeś, że Iga ma blisko ze Szczecina do tej przyjaciółki... - zauważyłam.
- Nieprawda. Mówiłem że ma bliżej - powiedział kładąc nacisk na ostatni wyraz.
- Czyli nie mieszka na północy Polski?
- Nie.
- To w takim razie gdzie?
- W Katowicach... z matką...
- Jesteś z Katowic? - zdziwiłam się.
- Tak...
Zatrzymaliśmy się. Spojrzałam na niego. Jego twarz miała kamienny wyraz. Wyglądał jakby w środku bił się z samym sobą. Albo raczej z myślami... wspomnieniami...
- Czy coś cię stało? - spytałam najdelikatniej jak potrafiłam.
- Nie - wzdychnął i przyśpieszył kroku.
- Adam... - szepnęłam biegnąc za nim, a następnie starając się dorównać mu kroku.
Stanęłam przed nim, co sprawiło, że się zatrzymał. Oparł się o pobliski, spory kamień wystający z piasku i patrzył na zachód słońca.
- Zawsze chciałem uciec przed przeszłością. Ale ona zawsze do mnie wraca...Zawsze...
- Adaś, co się stało?
- Pamiętasz jak kilka dni temu szukałaś mieszkania... Spytałaś wtedy czy możesz prosić ojca, ale ja odpowiedziałem sucho, że z nim nie mieszkam...
Coraz bardziej zaczęłam martwić się o Adama.
- Ej.. jeśli aż tak Cię to męczy to nie musisz mówić... - powiedziałam widząc, że to dla niego ciężkie wyznanie.
- Muszę. Chcę ci zaufać... No więc mieszkaliśmy w Katowicach. To znaczy najpierw rodzice i Iga. I podobno było wtedy dobrze. Pewnego dnia matka przyszła do domu z wiadomością, że jest w ciąży. Ojciec źle to przyjął. Wolał nie mieć drugiego dziecka, ale nie namawiał matki do aborcji. Urodziłem się ja. Dzieciństwo średnio pamiętam, ale nie było aż tak złe.... Ale gdy miałem 12 lat wszystko uległo zmianie. Iga poszła do liceum wynajmując przy tym pokój w internacie. W domu coraz częściej słyszałem krzyki. Pewnego razu nie mogłem zasnąć i usłyszałem... - wyglądał jakby serce stanęło mu w gardle - ... usłyszałem jak wrzeszczy, że nigdy nie wybaczy jej zdrady i, że niedługo się go pozbędzie. Krzyczał, że nigdy nie chciał mnie akceptować jako swoje dziecko, że w ogóle go nie przypominam, że nigdy nie będę jego synem...
Widziałam jak Adasiowi stoją łzy w oczach. Jednak nie płakał. Oczy mu się zeszkliły, ale był twardy. Nie chciał pokazywać jak bardzo go to zabolało.
- Potem ojciec nagle zniknął. Dopiero po kilku latach dowiedziałem się, że wyjechał gdzieś do Londynu ze swoją nową dziewczyną. Po prostu nas zostawił. Ja po skończeniu osiemnastki, a potem studiów postanowiłem wyjechać jak najdalej od domu... I tak trafiłem do Szczecina.
Nastała chwila milczenia. Oparłam się o kamień i stałam obok Adama patrząc się na różowe niebo i blask fal przy zachodzącym słońcu.
- Widzę, że mieliśmy podobne plany - przerwałam ciszę.
- Co takiego?
- Widzisz... ja też chciałam być jak najdalej od Rzeszowa. Z dzieciństwa pamiętam tylko ciągłe kłótnie rodziców. Jak byłam nastolatką ojciec wniósł do sądu pozew o rozwód dla matki i potem byłam zdana sama na siebie. Pracowałam już w czasie nauki w liceum. Cały czas miałam niespełnione marzenia i nadzieje... nawet miłości... Nie miałam w nikim wsparcia, chociaż wiedziałam, że posiadam przyrodnie rodzeństwo... Nie wiem już ile jest nas razem. Może pięcioro, a może już szóstka. W każdym razie nigdy nie spotkałam nikogo poza moją młodszą siostrą, która teraz mieszka z matką i jej nowym facetem. Z ojcem w sumie od dawna nie utrzymuję kontaktu... a on nawet nie jest zainteresowany co się dzieje z jego własną pierwszą córką...
Poczułam na swojej dłoni dłoń Adama, a następnie to jak mnie obejmuje. W końcu jednak dało się usłyszeć jego szept:
- Chodźmy już.
CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz