wtorek, 29 marca 2016

Od Teraz. Na zawsze. cz.3

Nie mogłam się zdecydować co na siebie włożyć. Czułam, że wreszcie znalazłam kogoś, kto mnie zrozumie. Gdy wybrałam strój była 17.14. Miałam zaledwie kilka minut na make-up i wybranie butów, ale jakoś się z tym uporałam. Za pięć szósta siedziałam już niecierpliwie spoglądając na zegar. W końcu odezwał się dzwonek. Adam patrzył na mnie z podziwem.
- Ładna sukienka - powiedział widząc moje zwiewne ubranie.
- Dziękuję - odpowiedziałam biorąc torebkę i patrząc na jego elegancko dobrane koszulkę polo i ciemne jeansy.
Poszliśmy do kina na komedię, z której nie mogliśmy się przestać się śmiać. Potem zabrał mnie do lodziarni. Jedząc lody chodziliśmy alejkami parku Kasprowicza.
- Albo ta scena, gdy ten chłopak tak chwycił bukiet, że kolce z róż wbiły mu się w rękę i zamiast się oświadczyć prosił żeby dzwoniła po karetkę.
- No. Albo ta gdy ten mały przez przypadek zatrzasnął ich w składziku woźnego - śmialiśmy się z zabawnych chwil w filmie.
 W pewnym momencie, gdy przechodziliśmy przez most, jakiś dzieciak jechał na deskorolce tak blisko, że pchnął mnie lekko w stronę Adama. Nasze twarze momentalnie znalazły się blisko siebie. Zdawało mi się, że tonę w jego oczach. Zaczerwieniłam się i speszona delikatnie się odsunęłam. Przeszliśmy w ciszy kilka kroków. Potem złapał mnie za rękę, a ja czując się wyjątkowo dobrze w jego towarzystwie położyłam mu głowę na ramieniu. Szliśmy jeszcze tak przez kilka minut. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 23... Zmierzaliśmy w kierunku bloku. Gdy byliśmy na klatce schodowej stanęliśmy na przeciwko siebie między drzwiami do naszych mieszkań.
- To był wspaniały wieczór, Dziękuję - powiedziałam.
- Nie, to ja dziękuję - szepnął.
Otworzyłam drzwi do mojego mieszkania. Stałam w drzwiach, a on oparty o ścianę i tak przez chwilę rozmawialiśmy dzisiejszym dniu. W końcu nadszedł czas, abyśmy oboje wrócili do siebie.
- Dobranoc.
- Dobranoc - odpowiedział patrząc mi w oczy.
 Powoli zaczęłam zamykać drzwi. Nagle szybko je otworzyłam i pocałowałam Adama w policzek. Znów się zaczerwieniłam i miałam już zniknąć w mieszkaniu, gdy złapał mnie, przyciągnął do siebie i pocałował w usta. Poczułam, że wreszcie kogoś pokochałam prawdziwie i z wzajemnością i, że od teraz mam dla kogo żyć. Przytulił mnie i na pożegnanie jeszcze raz pocałował w czoło.
Następnego dnia obudził mnie telefon. Usłyszałam jego ciepły głos.
- Wstajemy śpioszku...
- Już wstaje... tylko pięć minut...
Rozłączył się. Zdziwiło mnie to, ale uznałam, że spytam co się stało, gdy się wyśpię. W pewnej chwili usłyszałam pukanie do okna. Gwałtownie zerwałam się i spojrzałam w stronę hałasu. Widząc Adasia pobiegłam do salonu otworzyć mu drzwi.
- Nigdy nie dajesz za wygraną? - spytałam.
- Nie- odpowiedział krótko.
- Jak się dostałeś na mój balkon?
- Przeszedłem na niego z mojego?
Wyjrzałam za okno. Dopiero teraz zauważyłam, że jego balkon jest tuż obok mojego. Spojrzałam na Adama z nieco sarkastyczną miną.
- Co jest aż tak ważne, że musiałam wstawać w wolny dzień o 7 rano widząc człowieka okupującego mój balkon? - zażartowałam.
- Zabieram Cię na wycieczkę.
- Wycieczkę?
- Tak.
- Jaką znowu wycieczkę?
- Dowiesz się później. A tak przy okazji ładna piżama - uśmiechnął się na widok z moich spodni w serduszka i koszulki z misiem. - Idź zjeść śniadanie. Będę za 15 minut i chcę Cię widzieć gotową.
Z trudem powlokłam się do kuchni, ale w końcu jakoś udało mi się być gotową po dodatkowych 10 minutach.
Zeszliśmy na dół. Obok samochodu Adama stała już Iga w fryzurze prosto z salonu i odświętnej sukience, trzymając na ramionach spore pudło. Adaś otworzył auto, a jego siostra wpakowała się do środka razem z pudełkiem. Ja usiadłam z przodu, na siedzeniu pasażera.
- Byłaś już kiedyś w Kołobrzegu? - spytała Iga.
- Kołobrzegu? Jedziemy do Kołobrzegu? - z drugim pytaniem zgłosiłam się do Adama.
- Ej no... wszystko zepsułaś. Wielkie dzięki, siostra...
- Nic nie zepsuła - uśmiechnęłam się. - Nigdy tam nie byłam. Niespodzianką będzie sam pobyt tam.
Adam udobruchany spojrzał na mnie, położył mi dłoń na policzku i cmoknął kolejny raz w czoło. Potem odpalił silnik i ruszył z parkingu. Po około 2 godz (nie licząc postojów) byliśmy na miejscu.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz